Popłoch

Mamy w Centrum (Językowym) indywidualnego ucznia portugalskiego. Tzn. uczeń jest hamerykański, a uczy się portugalskiego. Pracuje w jednej z tutejszych służb specjalnych.
Miał pierwszą lekcję, na drugą chciał się umówić wcześnie rano. Nauczycielka się zgodziła, więc pokazuję jej, jak dostać się do Centrum, gdyby mi się tak przypadkiem pociąg spóźnił i ona musiałaby otwierać drzwi, a ta mnie pyta, czy nie możnaby tej lekcji przełożyć o pół godziny później.  Nie rozumiem, o co jej chodzi, co wariatkę ze mnie i z ucznia chce robić, pięć minut temu powiedziała, że może przyjść wcześnie, a teraz coś jej odbiło i chce zmieniać.
Dopiero jak sobie poszła, niezadowolona, bo się na przesunięcie nie zgodziłam obiecując, że przyjdę do Centrum wcześniej od niej i otworzę drzwi, dowiedziałam się od innej koleżanki, w czym rzecz. Otóż miły młody człowiek pokazał był nauczycielce podczas lekcji spluwę. Wiadomość ta zdezorientowała i zaniepokoiła nas wszystkie. Miałyśmy już w Centrum uczniów pracujących w tego rodzaju służbach i niektórych podejrzewałyśmy o noszenie pukawek w skarpetkach, ale na domysłach się kończyło. Zadzwoniłyśmy więc do nauczycielki i wypytały dokładnie o okoliczności okazania jej owego śmiercionośnego narzędzia. Okazało się, że miało to miejsce podczas rozmowy prowadzonej wyłacznie po portugalsku. Gość nie wiedział, jak powiedzieć pistolet i nie chcąc uciekać się do pomocy angielskiego, po prostu przedmiot wskazał. Postępując tymsamym zgodnie z regułami nauczania w Centrum. Wyjaśnił przy tym, że nosi go służbowo.
Nasza nauczycielka jest jednak na tyle wystraszona, że nie chce uczyć go ani wcześnie rano, ani późniejszym wieczorem, kiedy żadnej z nas nie ma w Centrum. Nie bardzo wiem, w czym mogłybyśmy być jej pomocne, gdyby okazało się, że gość ześwirował i zamierza sobie postrzelać, no ale widać czuje się raźniej, gdy wie, że któraś z nas jest za ścianą.

Dodaj komentarz