Filc

Młodszy Kot, zniecierpliwiony zapewne, że mimo porad i namiarów dawanych mi przez Moją Czarną Koleżankę ciągle nie mogę zdecydować się na szokującą zmianę fryzury, postanowił wziąć sprawy w swoje łapki i samemu zapuścić sobie dredy. Natura obdarzyła go krótkim, ale niezwykle miękkim szarym futerkiem, w którym przy sprzyjającym oświetleniu wygląda, jakby był zrobiony z filcu. 
Tworzenie dredów zaczął od tyłu. Od tyłu kota, nie tyłu tworzenia. Mimo że bardzo lubi się szczotkować, to jednak nigdy nie przepadał za obecnością grzebienia w okolicach ogona. Ostatnio niechęć ta objęła całe kocie pośladki. Na nich właśnie tworzyć się zaczęły drobne kuleczki zbitego futerka. Gdy chciałam je wyczesywać, dawał głosem do zrozumienia, że nie akceptuje mojej niszczycielskiej działalności. Gdy nie dawałam za wygraną, posuwał się do uderzeń łapką ze schowanymi pazurkami i dotykaniem mojej dłoni otwartą mordką. Młodszy jest stworzeniem niezwykle miłym – w całym jego siedmioletnim życiu jeszcze nie słyszałam, żeby fuknął – pacnięcie łapką bez użycia pazurów jest najwyższą (jak do tej pory) oznaką niezadowolenia. 
Reguła ta nie dotyczy jego kontaktów ze Starszym Kotem, z którym piorą się aż wióry, czy raczej futro, leci, ale nawet w tych pojedynkach powietrze spuszczane jest jedynie przez Starszego.
Ponieważ jednak nadszedł czas szczepienia, przy okazji wizyty u Pani Doktor dowiedzieliśmy się, że to nic strasznego, kulki w futerku się zdarzają i w ciągu kilku minut zdecydowana ich większość została wyczesana. Ja trzymałam, pani kocia pielęgniarka czesała, kot usiłował się uwolnić.
Jak długo żyję, nie wiedziałam, że krótkowłose (o długowłosych nie wiem nic) koty mogą się filcować… 

Dodaj komentarz