AA

A. Nie pije od sześciu lat. Pracował kiedyś w hamerykańskim sklepie z alkoholem. Opowiada o stałych klientach:
– Pierwszy raz przychodzą rano, zaraz po otwarciu i kupują małpeczkę.* Potem tak koło południa, jeszcze przed lunchem, drugą. No i później po południu, pod wieczór, znowu. Nowi sprzedawcy zawsze się dziwią, czemu nie kupią od razu rano większej flaszki, żeby mieć na cały dzień? Ale to tak nie działa. Jak kupią więcej na raz, to całą flachę od razu wypiją i nie będą mogli przez resztę dnia udawać, że są trzeźwi. A życie takiej osoby to ciągła żonglerka: tu się napić, a tam odebrać dzieci ze szkoły, zrobić zakupy i sprawiać w pracy wrażenie, że funkcjonuje się normalnie.  No i przez jakiś czas się udaje.
– Najśmieszniej było, jak spotykałem ich na niedzielnych spacerach z żonami. Widzą mnie, więc się kłaniają, ale za chińskiego boga nie mogą sobie przypomnieć, skąd mnie znają. Chcą mnie jakoś w swoim życiorysie umiejscowić, a tu głupia sprawa, bo taka żona często o zaawansowaniu nałogu nawet nie wie. Usiłuję więc zbyć ogólnikiem, ale nie, zatwardziały jeden z drugim, boi się, że to początek oczywistej utraty kontroli nad własnym życiem i za punkt honoru sobie obiera, żeby sobie przypomnieć, gdzieśmy się poznali. Gdy już nic nie pomaga, wykrzykuję: Chodziliśmy razem do szkoły! i oddalam się czym prędzej, bo na oko widać, że jest między nami tak z piętnaście lat różnicy. 
* Butelka o niewielkiej zawartości, może być około ćwierć litra

Dodaj komentarz