Wielbłąd

Tak jak wszyscy, spieszy rano do pracy. Widzę ją kilka kroków przed sobą, jak stukając czarnymi czółenkami nerwowo stawia krzywawe nogi w bladych rajstopach, wystające spod czarnej, prostej, kostiumowej spódnicy do kolan. Krój ciemnej góry pozostaje nierozpoznawalny, bo zniekształcony przez zwisające z ramion torebki i torby. Aż trudno uwierzyć, że o godzinie 8:30 rano taszczy ich ze sobą aż cztery. Analizując od prawej strony: dwie to damskie torebki, jedna mniejsza – z nią pewnie wyjdzie na lunch, druga znacznie większa – w niej mieszczą się gwarantujące przetrwanie dnia szpargały, których mniejsza jak widać nie przyjmuje. Z lewego ramienia, na dłuższym pasku i przesunięta do tyłu tak, że jeździ jej po pośladku w rytm niespokojnych kroczków, zwisa duża czarna torba, mogąca zawierać laptop. Nieco nad nią i bardziej z przodu przewieszona jest czwarta, z której nasza biurowa elegantka też najwyraźniej nie może zrezygnować. 
Minęło sporo czasu od kiedy w Polsce prowadziłam obserwacje uczestniczące tłumów spieszących do pracy – czy w międzyczasie kobietom przebywającym na ojczyzny łonie też wyrosły po trzy dodatkowe torby, czy też pamięć targania siat z zakupami skutecznie je od tego chroni?

Dodaj komentarz