Nowe czasy

Tydzień temu odwieźliśmy kumpla na lotnisko. Leciał do Chin, żeby spędzić ze swoją żoną Chiński Nowy Rok. On jest Hamerykaninem, ona Chinką przebywającą ostatnio w swojej ojczyźnie z nieradosnych powodów rodzinnych. Kumpel pojechał tam teoretycznie na dwa tygodnie. Pakując walizkę zastanawiał się, jakie książki ze sobą zabrać. Jeśli bowiem jego powrót miałby się nieszczęśliwie, np. z powodu wywołanego nieodpowiedzialnymi wpisami na twitterze, konfliktu dyplomatycznego między wschodzącym, a zdaje się, że zachodzącym mocarstwem, przedłużyć, to jakie książki da się czytać wielokrotnie, nieprzerwanie czerpiąc z nich przyjemność? Kumpel nie opanował bowiem chińskiego w mowie ani piśmie, a istnieją uzasadnione podejrzenia, że zamówienie w ichnim internecie pozycji angielskojęzycznych mogłoby być przedsięwzięciem dość skomplikowanym. Zwłaszcza w razie kryzysu dyplomatycznego.

Ostatecznie zabrał ze sobą jakieś wiersze i Boską Komedię, Dantego. Cóż poradzę, że znam tylko ten jeden, pewnie najsłynniejszy z niej cytat „Lasciate ogni speranca, voi ch’entrate”…

Dodaj komentarz