W latach dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku siedziałam w półmroku gabinetu mojego profesora literatury na najstarszym niemieckim uniwersytecie, gdy zadał mi pytanie:
– Czy pani myśli, że Kafka jest passe?
świat był wtedy inny, otwierały się możliwości, oddalały zagrożenia i naprawdę pomyśleć można było, że twórczość Kafki przegrała z życiem, a moja praca semestralna na temat percepcji jego Procesu w krajach reżimu komunistycznego jest wypociną sensu stricte literaturoznawczą.
Dwadzieścia lat później Kafka zdaje się świętować come back, nawet jeśli niewiele osób faktycznie go czyta. Ponieważ nie chcę, żeby historia Józefa K. z Procesu, ani historia K. z Zamku stały się udziałem kogokolwiek w Polsce, proszę i błagam: niechże ktoś idzie jutro na demonstrację w moim imieniu! Protesty w obronie Sądu Najwyższego
Zza oceanu z góry dziękuję.