Paleta barw

Czarne i szare koty są bardzo praktyczne. Jak bardzo, mieliśmy okazję się wczoraj przekonać. Nasze poprzednie koty były właśnie odpowiednio w kolorze czarnym i popielatym. Od grudnia zapanowały u nas jednak nowe barwy – rude pręgowane, rude z białym i bardzo ciekawy i rzadko spotykany kolor beżowo-piaskowy.

Siedzieliśmy sobie w jadalni przy herbacie, gdy Mój stwierdził, że chce mu się czekolady i poszedł do kuchni. Zamiast odgłosu otwieranych drzwiczek szafki, w której jest czekolada, usłyszałam:
– Przyjdziesz tu, proszę, na moment? – O cholera, znowu się coś z kota poza kuwetą ulało, pomyślałam (mieliśmy ostatnio problemy gastryczne, ale wydawało się, że po zmianie diety sytuacja jest pod kontrolą). Pognałam więc w te pędy do połączonego z kuchnią pokoju telewizyjnego, czyli salonu, czyli sali kominkowej. Mój trzymał pod pachą Małego średniego Który Jest Już Duży, a obok Madame udawała, że jej nie ma. Chodziło o to, żeby wytrzeć towarzystwu przyczernione łapki, i inne części ciała, zanim rozniosą wszystko po domu.
– Co się stało?
– Nie wiem, jak, ale otworzyły drzwiczki do kominka.
I eksplorując jego wnętrze, urządziły sobie spóźniony popielec. Fascynujące! Kominek naszych poprzednich kotów w ogóle nie obchodził. Albo może i zaglądały do niego, ale nigdy nie złapaliśmy ich na otwieraniu zamkniętych drzwiczek, no a jeśli umazały się kiedyś sadzą, to i tak nie było tego na nich widać. To tak jak z jednym z czarnych kotów moich rodziców, który namiętnie tarzał się w piwnicy w węglu. Człowiek głaskał hrabinę i miał wrażenie, że kot farbuje, bo dłoń robiła się czarna.

Okazało się, że nie tak łatwo zetrzeć z kota sadzę. ściereczki, którymi je potraktowałam, może i zrobiły się nieco, ale tylko nieco szarawe, natomiast plamy na kotach pozostały niezmienione. Trudno, pomysłowa dwójka będzie chodziła w barwach wojennych, dopóki się sama nie domyje. Ku mojemu wielkiemu zdumieniu, dzisiaj rano Mały średni Który Jest Już Duży, był już jednak o wiele czystrzy. Widać zlizał wszystko przez noc, a pewnie pomógł mu w tym jego kumpel, Maszyna Mrucząca, który znany jest z zamiłowania do czystości i lizania siebie oraz współkotów. Na akcję kominkową Maszyna Mrucząca się na szczęście nie załapała, bo spała sobie w tym czasie gdzieś w słońcu. Dzięki temu mamy przynajmniej jednego czystego kota.

W całej tej historii najzabawniejsze było jednak oburzenie Mojego: – Jak można się tak wysmarować?! Teraz będą chodziły brudne! Ja tego nie rozumiem! – Ale tak to jest, gdy spełniają się nasze życzenia. Chciał mieć koty, które będą się razem bawiły, spędzały ze sobą czas i w ogóle – nie darły kotów. No i dostał: pokojowa współpraca kwitnie i wydaje plony. Jedna wpadnie na genialny pomysł, to drugi jej zaraz usłużną łapką i wszędobylskim noskiem, a w razie potrzeby i ostrymi ząbkami, w jego realizacji pomoże.

Dodaj komentarz