Jadąc w czwartek do pracy słuchałam podcastu, w którym Tomasz Stawiszyński pytał Jana Chwedeńczuka, czy sztuczna inteligencja może zastąpić naukowców. Myśl niepokojąca, po próbę odpowiedzi odsyłam do tej fascynującej rozmowy, podczas której padło odniesienie do artykułu Chomskiego o czacie GPT, który ukazał się jakiś czas temu w New York Times i opowiadania Borgesa „Biblioteka Babel”. Odszukałam w czeluściach Internetu i karnie przeczytałam. Od artykuł Chomskiego zaś, w magiczny sposób (czytaj: buszując dalej w Internecie), doszłam do następnego artykułu, w którym Evelina Fedorenko* podejmuje próbę odpowiedzi na pytanie, które od bardzo dawna zajmuje filozofów i lingwistów: czy język (mowa, nie organ) konieczny jest dla procesu myślenia? Opierając się na najnowszych wynikach badań aktywności różnych, tych odpowiedzialnych za mowę oraz innych, rejonów mózgu, podczas rozwiązywania zarówno angażujących mowę, jak i pozajęzykowych (np. problemy matematyczne, sudoku, etc.) zadań, stawia tezę, że nie. Dodatkowo uzasadnia swój wniosek obserwacjami, które prowadzone są już od dawna: ludzie, którzy z jakichś powodów utracili zdolność mowy, np. pacjenci po wylewie, u których występuje afazja, nadal są w stanie myśleć (co mieliśmy okazję zaobserwować u naszego przyjaciela, nauczyciela tanga, który, uciekłszy grabarzowi spod łopaty, długo nie był w stanie odzyskać kontroli nad językiem, używał słów, które nie miały sensu, zapominał słów etc., ale gestami jak najbardziej był w stanie nie tylko komunikować się z otoczeniem, ale i żartować, do czego potrzebne jest poza myśleniem także i poczucie humoru). Z drugiej strony, są ludzie, którzy posługują się językiem w sposób swobodny i bezbłędny, ale z myśleniem u nich gorzej. Autorka nie ma tu na myśli niektórych polityków, tylko zdiagnozowane osoby cierpiące na choroby umysłowe (schizofrenia), u których zaburzenia w procesie myślenia nie mają wpływu na swobodę wypowiedzi. Biorąc to wszystko pod uwagę, wysuwa wniosek, że język jest narzędziem komunikacji, w tym komunikacji myśli, ale do myślenia jako wewnętrznego procesu przebiegającego w mózgu nie jest konieczny. Przynajmniej jak na dzisiejszy stan wiedzy. Tyle artykuł.
Teraz, żeby nie podawać bezmyślnie dalej, dodam coś od siebie. Oczywiście, można się zastanawiać, czy możliwe jest myślenie o abstrakcyjnych fenomenach (takich jak wolność, autorytaryzm,) bez używania słów. Być może możliwe, po tym, jak uprzednio wprowadzone one zostaną do naszego zakresu rozumienia za pomocą języka. Dalsze dywagacje na tematy abstrakcyjne mogłyby wtedy następować już w obszarze pozajęzykowym. I dopiero na następnym etapie, gdy chcemy przekazać swoje przemyślenia otoczeniu, musimy znowu użyć języka co przyznajmy, czasami jest trudne. Nierzadko zdarza mi się, że dokładnie wiem, co mam na myśli, ale wyrażenie tego, to osobne wyzwanie. Bez względu na to, którego języka chcę użyć. I dlatego* , między innymi, piszę tego bloga.
* Evelina Fedorenko: „Language is primarily a tool for communication rather than thought” w: Nature Vol630 20 June 2024, dostęp 13 listopada 2025
* Nie żebym była jak Słowacki, który, jak się wydaje, podzielał zdanie pani Fedorenko już dwieście lat temu (dla przypomnienia: „Chodzi mi o to, aby język giętki powiedział wszystko, co pomyśli głowa”), ale coś w tym jest.