0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Uliczka taka wąska, zbudowana jeszcze dla zaprzęgów
konnych, nie samochodów. Jednokierunkowa. Wzdłuż niej proste rzędowe domki,
jedno- lub dwupiętrowe, wąskie, w pastelowych kolorach. Z ulicy wchodzi się od
razu do dużego pokoju, przez który przejść można do kuchni i to zwykle jest już
cały parter. Drzwiami kuchennymi wychodzimy na podwórko, nie zasługujące
właściwie na to miano. Ot, odrobina wolnej przestrzeni między murami. Na górze
małe pokoje, łazienka, czasami dwie, jeśli są dwa piętra.
Stukamy kołatką do drzwi o znajomym numerze (ponieważ
dzielnica, jak nie trudno się domyślić, jest zabytkowa, na wielu drzwiach wiszą
kołatki.) Otwiera nam gospodarz i oto, jak za dotknięciem czarodziejskiej
różdżki, przenosimy się ze starej części Wielkiego Hamerykańskiego Miasta do
wnętrza salonu k.u.k. Ciemne meble z epoki, drewniana podłoga, na ścianach
obrazy w secesyjnych ramach i przepiękne kryształowe lustro. W głębi pokoju duży,
owalny stół przykryty szydełkowanym, barwionym w herbacie obrusem. Przygotowane
porcelanowe talerzyki i srebrne, zdobione widelczyki do ciasta. Srebrna patera.
I kilka różnych likierów w zachęcających butelkach.
Z pokoju na piętro prowadzą wąziutkie drewniane schody.
Łazienka nie rozczarowuje – błękitna, jasna; w wolno stojącej, białej,
głębokiej, acz krótkiej wannie mogłaby pławić się Sisi. W jednej sypialni na stojącym
na środku, szerokim łóżku z rzeźbionym wezgłowiem, na kilku poduszkach, siedzi
ogroma lalka w krynolinie i kapeluszu. Córka gospodarza przestała się nią bawić
pewnie ze dwadzieścia lat temu, ale sądząc po porcelanowej buzi, egzemplarz ten
oprócz sentymentalnej, musi mieć sporą wartość nominalną. Druga sypialnia jest
znacznie mniejsza, wąskie łóżko stoi pod ścianą, małe biurko pod oknem. W kącie
buty do konnej jazdy, na ścianie szabla. Pamięta Wiosnę Ludów? I to już całe
piętro, po jeszcze węższych schodach możemy wyspinać się wyżej, do
pomieszczenia, które kiedyś było strychem, ale zostało wspaniale przerobione i
teraz jest tu obszerny gabinet z drewnianym kasetowym sufitem, będący
największym pomieszczeniem w domu, wyścielony dwoma dywanami, z oknami na obie strony
– uliczkę od wschodu i mini-podwórko od zachodu. Robione na zamówienie półki z
książkami stoją wzdłuż całej długiej ściany. W pobliżu zachodniego okna
ogromne, masywne biurko. Jakżeś ty je tu po tych schodach wytaszczył? Nawet nie
pytaj, zamówiłem brygadę i na ta logistyczna rozrywka zajęła im całe popołudnie.
Wracamy na dół na kawę i ciasto. Jak mówi wieszcz, powiedzieć,
że styl i wyposażenie maleńkiej kuchni kontrastuje ze stylem reszty wnętrz, to
nic nie powiedzieć. Nawet jak na dość już dawno rozpoczęty XXI wiek,
pomieszczonko to jest cokolwiek futurystyczne. W celu maksymalnego
wykorzystania miejsca, okna zrobione są w dachu (kuchnia to przybudówka, nie ma
nad nią kolejnych pięter), sprowadzane z Europy urządzenia kuchenne miniaturowych
(miniaturowych nawet jak na Europę, rdzennym Hamerykanom wydawać się musi, że
to zabawki) rozmiarów wbudowane są w robione na miarę, niezwykle proste i
eleganckie kuchenne meble z jasnego drewna. Ekspres do kawy produkujący znakomite espresso z pianką,
capucinno z takąże, czarnego szatana lub zwykłą kawę śniadaniową nie tylko sam
mieli ziarna i dosypuje sobie ich tyle, ile trzeba, wyposażony jest w kilka
światełek, ale i doskonałą pamięć, zaprogramowaną na różne poranne kawy i
odpowiednie godziny (nie, żeby w weekend automatycznie zapełniał dom aromatem
mocnej czarnej pobudki o siódmej rano, jak w dni robocze!) A w ogóle wbudowany
jest w kuchenną mini-meblościankę, żeby nie zawadzał.
Kim jest właściciel tego domu na skrzyżowaniu czasu i
przestrzeni?
Przeważnie rozmawiam z nim po niemiecku, chyba, że
jesteśmy w nie-niemieckojęzycznym towarzystwie, wtedy przechodzimy na angielski.
Mówi też całkiem dobrze po hiszpańsku (miał latynoamerykańską żonę), ale jego pierwszym
językiem jest węgierski.
Skąd wziął te wszystkie stare meble, obrazy, filiżanki i
robiony na szydełku, farbowany w herbacie obrus?
To dzięki amnestii. – ???
W 1956 jego ojciec był na początku studiów inżynierskich.
Po tym, jak w 55 Ruscy wyszli z Austrii, nastroje na Węgrzech były bardzo
optymistyczne. Tylko patrzeć, a wyniosą się też od Madziarów! W razie czego
możnaby im zresztą w tym trochę pomóc – myślało i zgodnie z tym działało wielu
młodych ludzi. Gdy sowiecki but nie tylko nie ruszył się z miejca, ale i
docisnął, ojca wylali z uczelni z wilczym biletem. Wrócił do rodziców i zaczął
rozglądać się za pracą. Bezskutecznie. Czy wszyscy bali się zatrudnić wroga
ludu? Dwóch smutnych panów przychodziło regularnie i sprawdzało, czy wreszcie
przestał być pasożytem społecznym. Za którymś razem wyprowadzili go na podwórko
i powiedzieli, że jeśli do ich następnej wizyty nie znajdzie zajęcia, to znowu
wyjdą razem na podwórko, ale on z niego już nie wróci.
Matka poszła do krawca w sąsiedztwie prosić, żeby zatrudnił
chłopaka do pomocy, a tym samym, no cóż – uratował mu życie. Krawiec, będąc
Żydem, aż za dobrze wiedział, co może się stać, jeśli człowiekowi odmówić
pomocy.
Człowiek strzela, pan bóg kule nosi – zamiast inżynierem,
ojciec został krawcem. Niedługo potem wraz z młodą żoną przez zieloną granicę przedostali
się do Austrii. Mój znajomy urodził się w Wiedniu. Gdy miał kilka lat, rodzice
dostali papiery i rodzina wyemigrowała do Hameryki, gdzie ojciec całe życie pracował
jako krawiec.
W jakiś czas po 56 na Węgrzech weszła w życie amnestia,
na mocy której dawni nielegalni emigranci mogli odwiedzać kraj nie obawiając
się represji. Wtedy to pojechali zobaczyć dziadków. A ci kazali spakować, co
tylko się da z rodzinnego domu i zabrać ze sobą. I tak, co przypłynęło
statkiem, jest teraz w domu przy wąskiej uliczce w Wielkim Hamerykańskim Mieście.