Sylwester 2015
Jutro idę na spacer http://www.komitetobronydemokracji.pl/spacer-oredzia-31-12-2015-godz-2000/. A że dzieli mnie od czasu polskiego 6 godzin, pójdę pewnie dwa razy – o tutejszej czternastej i o dwudziestej. Ruch na świeżym powietrzu jeszcze nikomu nie zaszkodził. Grunt, żeby obuwie nie było za ciasne.
święta 2015
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
W Wigilię między uszkami a gotowaniem ryby poszłam na niedługi spacer. Mżawka,
mgła i dwadzieścia stopni Celsjusza. Udekorowane świątecznie domy i
temperatura, jakbyśmy byli na Florydzie. Taki też zapach – mokry, bagienny. Ciężkie
chmury potęgują zapadający mrok – tylko na zachodzie ognisty pas nieba podkreśla
radosny blask światełek w ogrodach. Dochodzi mnie wycie syreny –
Mikołaj jedzie! Wraz ze zbliżaniem się wozu strażackiego z domów wybiegają
podekscytowane, czasem na granicy histerii, dzieci. Nie do wiary, ale niektórym
głosikom udaje im się przekrzyczeć strażacką syrenę. Wóz Mikołaja przejeżdża
powoli, on sam pozdrawia, odwraca się, macha ręką. Takie duże, głośne i
czerwone papa mobile. Bez kuloodpornego szkła, za to ze śnieżynkami rzucającymi
dzieciom cukierki.
W Polsce przypalone ciasto drożdżowe i ciśnienie jeszcze nie opadłe po obejrzeniu
transmisji z posiedzenia sejmu.
Jeszcze ważniejsze
Ważne
Ostatni dzwonek
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Czterdziestoczteroletnia
kobieta, pozostająca w wieloletnim związku, nagle, na łeb na szyję, nadwyrężywszy kartę
kredytową na daremne próby sztucznych zapłodnień, decyduje się zaciągnąć 30 000
dolarów pożyczki na zakup, zapłodnienie i wszczepienie sobie jajeczka obcej
kobiety.
Zaiste, strach przed utratą potencjalnej możliwości bywa wielki. To jak młodsza o 20 lat kochanka,
albo jaskrawy kabriolet u coniektórego faceta.
Tailgating
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Jeszcze trzy dni
temu odbywałam mój południowy spacer w klapkach, a dzisiaj bez swetra i kurtki ani
rusz.Wiatr wieje. Deszczyk pada, ciemno, wietrzno, ponuro, nie można już dłużej
ignorować nadejścia jesieni.
Kilka dni temu, gdy jeszcze
było ciepło i przyjemnie, mój kolega wyszedł wcześniej z pracy, udając się na
mecz lokalnej drużyny. Mecz zaczynał się dopiero wieczorem, ale już po południu
on i kilku znajomych spotykało się na części przedoficjalnej, zwanej w lokalnym
narzeczu tailgating. Hamerykańskie to
słówko ma kilka znaczeń, w tym wypadku chodzi o nieformalną imprezę, mającą
miejsce wokół zaparkowanego samochodu, przeważnie na parkingu stadionu, przed
rozpoczęciem meczu, polegającą na spożywaniu produktów przywiezionych w tymże
samochodzie (często grillowanych na niewielkim przenośnym grillu) oraz
spożywaniu napojów alkoholowych (głównie piwa), wyjmowanych z bagażnika tegoż samochodu.
Są tacy, którzy przysięgają, że owe parkingowe posiedzenia to najfajniejsza
część chodzenia na mecze. (Przynajmniej dopóki się człowiekowi, zwłaszcza płci
żeńskiej, nie zachce po tych wszystkich piwach sikać – obiekty sanitarne na
kilka godzin przed meczem są bowiem jeszcze niedostępne.)
obczaj – po przeciwnej stronie oceanu spora część regularnych bywalców meczów
za najzabawniejszą część uważa odbywające się z ich okazji mniej lub bardziej
krwawe burdy. W tym kontekście stwierdzenie, że Hamerykanie są z Marsa, a
Europejczycy z Wenus, wydaje się co najmniej nieadekwatne.
Marynarka i Francuz
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Zamieszkały w Kanadzie Francuz zostawił w taksówce na lotnisko marynarkę, a że następnego dnia wielka feta i
wszyscy mają być ubrani odświętnie, chce jeszcze wieczorem pojechać na zakupy. Nie wie tylko, jaki
jest jego rozmiar w Hameryce. Biały Hamerykanin zdejmuje swoją marynarkę w pepitkę i podaje galijskiemu gościowi, żeby przymierzył, bo są podobnego wzrostu i budowy. Ten ją
zakłada i… tu staje się coś dziwnego. Marynarka w pepitkę, która na właścicielu była nie
zwracającym uwagi czymś, na gościu ożywa – w ciągu kilku sekund potrzebnych mu
na jej założenie, okazuje się, że ma kształt, kolor, wyraz, pięknie się układa, miękko podkreśla ruchy…
człowieka. Bywa też odwrotnie.
Skupiona nad książką
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Klimatyzacja działa.
W księgarni jest niemalże zimno. Na początku mojego pobytu w tutaj
powiedziałabym, że w księgarni jest BARDZO zimno. Ale przyzwyczajenie robi
swoje – teraz już nie noszę ze sobą swetra w 40-stopniowe upały, żeby chronić
się przed zapaleniem płuc po wejściu do jakiegokolwiek, przechłodzonego ponad
europejską miarę, pomieszczenia.
Z wodą mineralną i
kokosanką usiadłam przy księgarniano-kawiarnianym stoliku. Trochę czytam, a
trochę oglądam otoczenie. Tak dużo w tym kraju przestrzeni, a tak niewiele
przestrzeni publicznej. W niedalekim sąsiedztwie, mała, włosy sciągnięte w
ciasny koczek gumką ozdobioną kolorowymi kwiatkami, zwrócona jest profilem i
gdy pochyla się nad książką, widzę u nasady karku wyraźnie wystający siódmy
krąg. Skośnymi oczami, ze spokojnym zainteresowaniem, egzaminuje strony, które
otwiera przed nią rudawa nauczycielka w wieku post-balzakowskim. Matka, w
niebieskiej sukience, której długie, proste jak drut czarne włosy zakrywają
połowę pleców, słucha nauczycielki z uwagą, potakuje, wreszcie mówi: bo jej niepotrzebna
jest pomoc w nauce, jej potrzebne są trudniejsze zadania.
A białe
hamerykańskie dziewczynki niech malują sobie paznokcie.
Prąd i jego brak
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Dopiero po przyjeździe do domu zobaczyłam na komórce wiadomość alermową, że nadciąga tornado i trzeba
szukać schronienia. Cóż – przesiedziałam je w korku na autostradzie. A między
drzewa wjechałam dopiero, gdy burza już przeszła. I całe szczęście, bo trzeba
było omijać leżące na jezdni konary – strach pomyśleć, gdybym tak jechała tamtędy kwadrans wcześniej! Jedno drzewo podobno zwaliło się też w całości na
autostradę, ale, mimo że korek był zderzak przy zderzaku, nikogo nie trafiło. Z pobliskiej pizzerii zdjęło dach, pięciometrowe drzewko u sąsiadów wyjęło z ziemi jak chwast i położyło obok. A nasze drewniane meble na balkonie poskładało i przesunęło wbijając w barierkę tak, że trzeba było się dobrze zaprzeć, żeby je stamtąd wyciągnąć.
W każdym razie po tych
fajerwerkach straciliśmy, wraz z całym osiedlem i około 300 tysiącami innych ludzi, prąd. U nas przerwa w dostawie trwała kilka dni. Koniec czerwca, dzień długi, ciepło, gdyby nie to, że jedzenie w lodówce się
zepsuło no i w końcu skończyła ciepła woda zgromadzona w bojlerze, właściwie
wcale by mi to nie przeszkadzało – było cicho i spokojnie, oglądałam z balkonu
zachody słońca i roje świetlików, niebo całkiem ciemne robiło się dopiero po dziesiątej.
Ponieważ jednak brak prądu oznacza też brak klimatyzacji, więksości
Hamerykanów dokuczał on o wiele bardziej niż mnie. Dość na tym, że zaczęli
otwierać okna, w wielu domach na tym, stosunkowo nowym, osiedlu, zapewne po raz
pierwszy od czasu ich wybudowania…