Języki i pamięć
Syndrom pierwszego oficera
Biało
Buria mgłoju nieba krojet, wichry sneżnyje krutja,
Równik, Wittgenstein i GPS
Wróżby i wróżbici
Zaduszki
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Jeszcze się nawet ten sezon nie zaczął.
Dni były długie i słoneczne, po deszczowym sierpniu zaczynało się piękne i
upalne babie lato. Któregoś wieczora, jak co tydzień, wybierali się na
spotkanie grupy ludzi mówiących po niemiecku. Prowadzili te spotkania już od tylu lat, jeździli na biwaki,
świętowali czwartego lipca i ostatki, przed Bożym Narodzeniem były spotkania
świąteczne – dużo się widywali i dużo razem robili. Oczywiście znał jego
sytuację rodzinną – Bawarczyk, ożenił się z Amerykanką i tutaj został.
Adoptowali dziewczynkę, adopcja zagraniczna, dziecko pochodziło z Rumunii. Nie
było to najłatwiejsze rodzicielstwo, mała miała ADHD i jeszcze jakieś inne
problemy psychiczne, które utrudniały życie jej, a otoczeniu znoszenie jej
towarzystwa. No, ale dużo dzieci jest nadpobudliwych, a oni w jakiś sposób
sobie z nią radzili już kilkanaście lat.
Przyjechał po niego, jak się umawiali,
zaparkował pod domem i wysiadł z samochodu. Na górze nie zastał nikogo, tylko
zostawioną dla niego kartkę: jestem w piwnicy. Dziwne, było dość późno i właściwie
powinni już wyjechać, a ten jakichś gratów w piwnicy szuka. No ale rad nie rad,
zszedł po schodach na dół. I tam go znalazł. A obok drugą kartkę: przepraszam,
ale nie chciałem, żeby to żona mnie tak znalazła. W telefonie komórkowym
krótkie nagranie, rodzaj listu pożegnalnego. Niewiele, a właściwie nic nie
wyjaśniające, tyle, że dłużej już nie może, nie daje życiu rady, żona zasługuje
na coś lepszego, nie może jej nic dać, w pracy mu się nie układa i najlepiej
będzie, jak się ze wszystkiego wycofa.
Gazem. Chyba nie miał jeszcze
pięćdziesiątki.
W Kraju Tym
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Bardzo pięknie było w Polsce. Na Babią (Górę) Mojego wywlekłam, a pogoda była fatalna, mgła i wiatr a potem deszcz. Nic żeśmy nie
widzieli i musiał mi uwierzyć na słowo, że Kraków, Tatry i pół Słowacji można z
Diablaka zobaczyć.
Beskid śląski okazał się łaskawszy, na
Skrzycznem świeciło piękne słońce i ładnie prawie wszystko było widać. I pies
bernardyn machał ogonem przy schronisku na szczycie.
Nawet
do Warszawy na dwa dni pojechałam stare i nowe kąty pooglądać. Poszliśmy do spożywczego na Powiślu i powalił mnie realny socjalizm obsługi. A najgorsze było to, że
obsługa miała tylko nieco ponad dwadzieścia lat i w ogóle żadnego socjalizmu
pamiętać chyba specjalnie nie mogła. A podejście do klienta pozostało. Podobnie sprowadzające na ziemię doświadczenie mieliśmy w
kawiarni Kultura przy kinie Kultura. Bo tam teraz knajpę (na górze restauracja,
na dole kawiarnia) zrobili. Posiedzieliśmy chyba z 15 minut, kilka osób z
obsługi niemalże się o moje krzesło przewróciło, ale nikt nie podszedł, żeby podać kartę.
Nie było też żadnej widocznej tabliczki, że w kawiarni tej obowiązuje samoobsługa. W dawnych czasach
pewnie bym wstała i się dopytała, ale jak teraz mieszkam w tej Hameryce, to w głowie mi się
poprzewracało i wychodzę z założenia, że płacę i wymagam, a jak nie chcą się o
moją kasę postarać, to nic nie dostaną. Wyszliśmy więc bez słowa i poszli gdzie indziej (na Bednarską w
ramach podróży sentymentalnej, tam, gdzie naleśnikarnia kiedyś była) i zostali
obsłużeni grzecznie i miło.
0
false
18 pt
18 pt
0
0
false
false
false
/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:”Table Normal”;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0in 5.4pt 0in 5.4pt;
mso-para-margin-top:0in;
mso-para-margin-right:0in;
mso-para-margin-bottom:10.0pt;
mso-para-margin-left:0in;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:12.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ascii-font-family:Cambria;
mso-ascii-theme-font:minor-latin;
mso-fareast-font-family:”Times New Roman”;
mso-fareast-theme-font:minor-fareast;
mso-hansi-font-family:Cambria;
mso-hansi-theme-font:minor-latin;}
Pogoda w tej Warszawie niestety była fatalna.
Jak wróciliśmy do Krakowa, to jakby na drugą stronę Karpat – wieczorem wśród nagrzanych słończem murów w ogródku restauracyjnym można było
siedzieć i ludzi na Corso oglądać!
A propos oglądania ludzi – Polacy mają
taki błysk w oczach, którego trudno się doszukać u mieszkańców Hameryki. Nie
jest to wyraz twarzy, ale coś w spojrzeniu. Jakiś taki spryt, czujność może, no
– błysk jednym słowem. Trudno to wytłumaczyć i też, jak widać, dopiero po stu latach pobytu za Oceanem się to zauważa.