Transcendencja

Upał, to za mało powiedziane. Tropik, pasowałoby lepiej do tych utrzymujących się od świtu do nocy prawie 40 stopni i stuprocentowej wilgotności. Tylko że dzień w tropikach trwa około dwunastu godzin. Ten tutaj jest zdecydowanie dłuższy. 
Na ten gorąc* przypada w tym roku miesiąc postu i pokuty. Ramadan, wyznaczany według kalendarza księżycowego, czyli przesuwający się co roku odrobinę do tyłu w stosunku do kalendarza słonecznego – w przyszłym roku muzułmanie będą pościć w czasie najdłuższych tutaj dni w roku. Ma to o tyle znaczenie, że zachowującym ten drakoński, trwający miesiąc post, nie wolno niczego jeść ani pić między wschodem, a zachodem słońca. Czyli że Nasi Znajomi wstają kilka minut po trzeciej rano, wrzucają coś na ruszt, a następny posiłek i, co w tych upałach ważniejsze – następny łyk płynu, mogą wziąć do ust dopiero krótko przed dziewiątą wieczorem. Bez względu na warunki i rodzaj wykonywanej przez cały dzień pracy. Jeżeli nam wydaje się to trudne do wytrzymania, to można sobie wyobrazić, w jak uderzającej sprzeczności jest to z ogólnoharmerykańską obsesją na punkcie odwodnienia. (Np. widok osób pływających w basenie i za każdym nawrotem wyłaniających się z wody i sięgających po butelkę z wodą "żeby się nie odwodnić" nie należy tu do rzadkości.)
Żyjący tu muzułmanie jednak poszczą. Post ten w kraju gdzie wszystko jest dostępne, przybiera czasem dziwne formy:
– Nasz przyjaciel jest alkoholikiem** – opowiada Mój Znajomy. – Ale przez cały Ramadan nie bierze alkoholu do ust.  
*Południowopolska forma gwarowa, użyta ze świadomością, że odbiega od literackiej polszczyzny.
**Mahometanom w ogóle nie wolno pić alkoholu. Można by przypuszczać, że jeśli ktoś jest alkoholikiem, to ma u Allaha już i tak przekichane i może sobie cały Ramadan spokojnie odpuścić.