Transatlantycko

Zajęło mi trochę czasu, żeby ochłonąć po piątkowych wydarzeniach. Napiszę tylko tyle, że mój szacunek do prezydenta Zeleńskiego wzrósł kilkukrotnie. Po tym, jak trzy lata temu poprosił o amunicję, a nie podwózkę, tym razem wykazał się taką władzą nad sobą, że nie splunął w twarz ani pomarańczowemu indywiduum, ani jego, nawet nie wiem jak go nazwać, no tej, pożal się boże, istocie, która nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności pełni funkcję wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych. Niech za cały mój komentarz do obecnej sytuacji transatlantyckiej posłuży ten wiersz Czesława Miłosza, napisany w 1950 roku w, tu chichot historii, Waszyngtonie:

Który skrzywdziłeś

Który skrzywdziłeś człowieka prostego,
śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,
Gromadę błaznów koło siebie mając
Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili,
Cnotę i mądrość tobie przypisując,
Złote medale na twoją cześć kując,
Radzi, że jeszcze dzień jeden przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta.
Możesz go zabić – narodzi się nowy.
Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy
I sznur, i gałąź pod ciężarem zgięta.

Ukraina

Dobrych parę lat temu, gdy jeszcze pracowałam w Wielkim Hamerykańskim mieście, biurko obok siedziała moja koleżanka z Ukrainy. Pamiętam, jak po przeczytaniu jakichś wiadomości dotyczących Rosji, skomentowała, że Polsce to dobrze, jest w Unii Europejskiej, jest w NATO, może rozwijać się spokojnie. Pamiętam też swoją odpowiedź i głębokie przekonanie, że dla Ukrainy to też przecież tylko kwestia czasu, będą i w Unii i w NATO, w ich przypadku trwa to trochę dłużej, ale to jedyna możliwa droga. I westchnienie Nadii:

– Nie, oni nas nigdy nie puszczą.

Oni – znaczy Rosja. Uznałam to wtedy za przejaw czarnowidztwa.

No i przypomniało mi się w tym tygodniu. Kamieniem w żołądku, żelazem w gardle, solą w oczach. Rozpacz i niewypowiedziana wściekłość. Jak lunatyczka poszłam do pracy, coś tam robiłam, ale naprawdę obchodziły mnie tylko odświeżane co chwilę wiadomości na stronach Gazety Wyborczej i New York Timesa. Nadal nieustannie je śledzę.

Wielki jest mój podziw dla Ukraińców na tej wojnie. Choć, jak się okazuje, Nadia miała trochę racji, to widząc, jak Ukraina się broni i jak wielu ludziom na zachodzie łuska spadła z oczu, podtrzymuję swoje przekonanie, że Ukraina w końcu będzie i w Unii Europejskiej i w NATO. Po tym, jak to bestialstwo się skończy, będzie to raison d’etre nie tylko dla niej, ale i dla Unii i dla NATO. Sława Ukrainie!

P.S. Godne zaufania strony w internecie gdzie można wpłacać na wszystko, nie tylko na broń dla Ukrainy:

Pomoc dla Ukrainy

Polska Akcja Humanitarna