Jesienne światło

Upały się skończyły, liście zaczęły przebarwiać. Było już kilka bardzo chłodnych dni. Zamontowali nam wreszcie szklane drzwi przed drzwiami – można przed południem łapać dodatkowe promienie słońca. Dzień jest krótki, światło piękne. Przywiozłam z sadu trzy rodzaje jabłek, dwa gruszek i bardzo słodkie renklody. Chińska sąsiadka upiekła dwa rodzaje ciasteczek na jesienne święto księżyca.

Jeden z sąsiadów ma w ogródku szyld wyborczy: Anybody but Trump 2020. Ktokolwiek, byle nie Trump. Antybohater napisu zdiagnozowany z koronawirusem jest w szpitalu wojskowym. Albo wcale nie jest chory, tylko puszcza kolejnego fejkniusa, żeby odwlec przegraną. Może by tak w mokre prześcieradło i lewatywę, symulanta jednego? Dobry wojak Szwejk przesyła ukłony.

Obrazki na czekoladkach

Dostaliśmy od znajomych czekoladki, na których widniały zdjęcia ukraińskich skarbów architektury. Nigdy na Ukrainie nie byłam, ale bazując na jakiej-takiej znajomości historii i geografii spróbowałam zgadywać, gdzie znajdują się przedstawione budynki. Nie było zaskoczeniem, że operę lwowską umiejscowiłam we właściwym mieście, udało mi się jeszcze z kilkoma innymi zdjęciami, ale w przypadku zamku w Kamieńcu Podolskim jakoś nie przyszło mi do głowy podobieństwo z makietą w ekranizacji Pana Wołodyjowskiego. Kilku przepięknych zabytków w Odessie też nie umiejscowiłam odpowiednio.

Mój, który jeszcze do końca roku, albo i dłużej, pracuje z domu, wystawiony był przez cały dzień na kuszącą tych czekoladek obecność. Dostał pozwolenie zjedzenia tych, które były podwójne, podczas gdy ja byłam w pracy. Co też uczynił. To znaczy uczynił więcej – oglądając je po raz drugi, zauważyłam brak Ławry Peczerskiej. Sam zeżarł Ławrę Peczerską! I jeszcze jedną czekoladkę!

Żeby zapobiec takim transgresjom w przyszłości, świecąc niemalże lampą w oczy, uświadomiłam mu trzy błędy, które popełnił. Po pierwsze, zeżarł nielegalnie dwie pojedyncze czekoladki. Drugim, większym błędem, było wyrzucenie papierków. Bo przecież nie tyle o tę odrobinę czekolady, co o te miniaturowe zdjęcia w całej zabawie chodziło. Trzecim, największym zaś i niewybaczalnym błędem było liczenie, że ja tego nie zauważę!!!

Niedawno temu w Krakowie

Scenka z krakowskiej demonstracji w proteście przeciwko aresztowaniu Margot i zatrzymaniu około 40 osób, które miało miejsce w Warszawie:

– No i stoimy w bocznej uliczce od śmietnika, na Szerokiej kupa ludzi, machają tęczowymi flagami, skandują, bardzo piękna demonstracja. Na drzwiach komisariatu policji kartka, że w dniu dzisiejszym, w związku z COVID-19 komisariat nieczynny. Turystów w Krakowie jest bardzo mało, ale jednak jacyś się zdarzają i oto w naszej bocznej uliczce od śmietnika pojawia się zagraniczna rodzina z dzieckiem niesionym przez tatę na barana. Nieświadomi sytuacji dziejowej, w jaką właśnie wdeptują, dochodzą do Szerokiej, a tam ten kolorowy, głośny tłum, na widok którego górujący nad wszystkimi kilkulatek na ramionach ojca rozpromienia się i z uroczym uśmiechem, machając rączkami głośno woła: – Oooo, LGBT!!!

Przy drodze

Jedziemy bocznymi drogami. Przejechaliśmy już linię Masona Dixona (nie mylić z linią Maginota). Dokoła farmy, pola uprawne i zagajniki. W jednym, niewielkim ogródku, widzimy potężny baner. Z daleka już czytelny jest napis: „Nawracajcie się, Mesjasz przyjdzie wkrótce!”

Mój, który przez jedenaście lat swojego życia był ministrantem (nawet do Rzymu ze dwa razy pojechał): – Religia to jednak szkodliwa jest.

Kurtyna.

Dwa tygodnie w pięć miesięcy

Mój kolega z pracy pochodzi z Indii, podobnie, jak jego żona. Mają kilkuletniego synka, urodzonego już w Hameryce. W początku marca, gdy tutaj jeszcze nie było wiadomo, jakich rozmiarów zaraza ogarnia świat, żona z synkiem pojechała na dwa tygodnie odwiedzić dziadków w Indiach. Mój kolega był przeciwny, czując, że coś się święci, ale szwagier, chcąc zrobić rodzicom i siostrze prezent, kupił jej bilet na samolot, więc poleciała. Po dwóch tygodniach było już jasne, że o żadnym powrocie do domu w najbliższym czasie nie ma mowy. Jej dwutygodniowe w zamierzeniu wakacje u rodziny skończyły się dopiero niedawno. Po upływie ponad pięciu miesięcy wreszcie udało jej się przylecieć z powrotem. Mój kolega najpierw odchodził od zmysłów, potem pogodził się z faktem, że powrót do normalności trochę potrwa. Po długich usiłowaniach w końcu się udało. Czego sobie i Państwu życzę.

Ludzieeee!

Ludzieeee! Ludzie! Idźcież* 28-go na wybory i wywalcież* z pałacu tę faszystowską pacynkę, co to odmawia człowieczeństwa sporej części tych, którzy mu obiad i krawat swoimi podatkami opłacają! Weźcież* go pogońcie, zanim Wam, razem ze swoimi żalkami, noc kryształową urządzi!

W Hameryce teraz nawet jeden nominowany przez pomarańczowowłosego, arcykonserwatywny sędzia Sądu Najwyższego, federalne prawo, zakazujące dyskryminacji w pracy ze względu na orientację seksualną, ku rozpaczy swego mecenasa (sic!) poparł, a Wy sobie tego niedouczonego duda-wrzoda przez następne 4 lata hodować mielibyście???!!!

*Oboczność południowopolska

Znaczenie

Burminstrzyni Waszyngtonu kazała wymalować wielkimi żółtymi literami na bruku na wprost okien Trumpa: Black Lifes Matter – Czarne życie ma znaczenie. Gest ten krytykowany jest przez część demokratów, jako populistyczny. Może i populistyczny, ale – jaki uroczy!

Redaktor naczelny gazety codziennej w Wielkim Hamerykańskim Mieście musiał odejść po tym, jak w jego piśmie pojawił się artykuł z nagłówkiem: Buildings matter too – budynki również mają znaczenie. Czas najwyższy, żeby do całości społeczeństwa dotarła różnica, między ludzkim życiem, a nieruchomością, papierem wartościowym, czy obniżonym podatkiem dla bogaczy.

Protesty nie gasną, ale stają się coraz bardziej pokojowe. Prezesi większych firm piszą maile do pracowników, w których podkreślają konieczność zmian prowadzących do wyplenienia rasizmu raz na zawsze. Policjanci patrolujący nasze osiedle pozdrawiają nas z radiowozu wyjątkowo uprzejmie.