Jak co pół roku, byłam wczoraj u dentysty, na rutynowym usuwaniu kamienia nazębnego. Trafiła mi się ugadana pani higienistka w średnim wieku. Na zwyczajowe pytanie, jak się ma, odpowiedziała, że żyje w kontrolowanym chaosie. A potem rozwinęła myśl.
„W przyszłym tygodniu jadę do Turcji, a dopiero co skończyliśmy pomagać w przeprowadzce z Nowego Meksyku synowi, który właśnie dostał pracę w tutejszym Ogrodzie Botanicznym. Przeprowadzali się z żoną, dwuletnim synkiem, psem i trzema kotami. Jechaliśmy przez całe Stany dwoma samochodami – koty w wozie kempingowym, a pies i dziecko w osobowym. Mówię ci, co to była za podróż! Wcześniej mieszkał w Indianie i stamtąd przeniósł się do Nowego Meksyku. Jeszcze w Indianie mieli dwie domowe świnie*. Zapytałam ich, czy nie zostawią ich na jakiejś farmie, zamiast brać ze sobą i usłyszałam: świnie należą do rodziny! No i przenieśli się z tymi świniami do Nowego Meksyku. Ale teraz przed przeprowadzką knurowi coś się zrobiło z lewej strony szczęki. Myśleli, że to ząb się psuje, ale weterynarz stwierdził raka. No i nie było rady, musieli go uśpić. Niespecjalnie mi go było żal, bo bywał nieprzyjazny. Nie to, co ta druga świnia – ta jest bardzo miła. Koniec końców zdecydowali się jednak tym razem nie brać jej ze sobą, bo znaleźli dla niej wspaniałe miejsce. To jest farma z mini kozami. Prowadzi ją małżeństwo emerytów, w ramach hobby. Teraz przesyłają zdjęcia zaprzyjaźnionej z kozami świnki. Widziałam ostatnie, gdzie leży sobie na łące, a na jej grzbiecie zwinięta śpi mała kózka. To są emerytowani prawnicy z Dallas. Zimni od pieniędzy, zawsze chcieli mieć farmę i teraz hodują te kozy i sprzedają wyroby kosmetyczne zrobione z koziego mleka. Są ledwo po pięćdziesiątce. Niełatwo było mojemu synowi kupić tu dom. Dawali cztery oferty, ale za każdym razem ktoś ich przebił. Udało im się kupić dopiero piąty z kolei. Sprzedawały go cztery córki zmarłej w zeszłym roku kobiety. Zdecydowały się sprzedać mojemu synowi, mimo że ktoś inny dawał podobno trochę wyższą ofertę. Mój syn i synowa, gdy mieli się pobrać, bardzo zastanawiali się, co zrobić z nazwiskiem. Żadne nie chciało przejąć nazwiska drugiego, dwojga nazwisk nie chcieli, a jednocześnie byli zdania, że w ich nowej rodzinie wszyscy powinni nazywać się tak samo. Wpadli więc na pomysł, że po prostu wybiorą sobie jakieś nazwisko, które obojgu się spodoba i je przyjmą**. Chceli, żeby miało jednak jakiś związek z przodkami i wyszukali, że nazwisko rodowe jednej prababci było Rose i tak się nazwali. Teraz ich dwuletni synek też się tak nazywa. No i te cztery córki zdecydowały się sprzedać dom rodzinie mojego syna, bo, jak powiedziała jedna z nich, róża (rose) była ulubionym kwiatem ich matki, więc niech ten dom idzie w ręce kogoś, kto się tak nazywa. Gotowe, dziękuję. Proszę przepłukać usta i następna wizyta za pół roku.”
Jeszcze nigdy usuwanie kamienia nazębnego nie było tak fascynujące. A muszą Państwo wiedzieć, że pominęłam kilka wątków pobocznych, które nie wnosiły wiele do głównego nurtu opowieści.
*Bo świnie można trzymać w domu. Łatwo nauczyć je czystości, bardzo się przywiązują, a inteligencją być może przewyższają nawet psy. Osobiście jestem zdania, że nie powinniśmy ich jeść – komentarz mój.
**Tutaj zmiana nazwiska, a także imienia, na zupełnie dowolne przy okazji (ale nie tylko) zawierania związku małżeńskiego jest bardzo prosta.