Będzie jeszcze o moim koledze i nauczycielu tanga, który przechodzi rehabilitację po wylewie. Zawsze był człowiekiem z nieokiełznanym poczuciem humoru. Cecha ta, najwyraźniej mocno ugruntowana, przetrwała traumatyczne doświadczenie. Jeszcze na intensywnej terapii, gdy podłączony do mnóstwa rurek, z drenem w mózgu, leżał bez ruchu, a otoczenie obawiało się, że może w każdej chwili wykitować, rozwinął kunszt udawania, że wylogowanie właśnie następuje – w obecności partnerki lub przyjaciół zaczynał rzęzić jak w agonii, by po chwili otworzyć szeroko oczy i cieszyć je widokiem spanikowanego otoczenia. Teraz, gdy już mu lepiej, ale poważnie gnębi go afazja i zaburzenia funkcji pamięci (czasem pamięta prawie wszystko, czasem dosłownie nic), umila sobie życie odpowiadając na rutynowe pytania tak, żeby nie było nudno. Przykład? Ponieważ nie zawsze pamięta swoje imię i nazwisko, w związku z czym pytanie, jak się nazywa, zadawane jest mu rutynowo. No i czasem odpowiada poprawnie, czasem, że niestety nie pamięta, a czasem, że… Juan Carlos Peron.
Niedawna rozmowa z lekarzem prowadzącym. Lekarz mówi po angielsku, nasz pacjent po hiszpańsku, jego partnerka, która przeorganizowała swoje życie tak, by spędzać cały czas z chorym, najpierw na intensywnej, teraz w ośrodku rehabilitacji, tłumaczy. Nasz tancerz zadaje pytanie, czy może w pełni wrócić do zdrowia. Lekarz odpowiada, że postępy jakie widzi, są ogromne, ale nie może dać żadnych gwarancji. Tancerka tłumaczy, a następnie sama zadaje pytanie doktorowi: czy zna podobne przypadki, w których nastąpiło całkowite wyleczenie? – Tak. Tłumaczy to na hiszpański. Doktor dodaje: poza tym, pan ma bardzo dużo szczęścia – jest pan młody (większość ludzi u których występuje wylew jest po siedemdziesiątce, a nasz pacjent ma pięćdziesiąt lat), był pan przed wylewem bardzo aktywny (tańczył i uczył zawodowo, a tango argentyńskie niesłychanie ćwiczy mózg), no i ma pan ogromne wsparcie – tutaj lekarz wskazuje partnerkę pacjenta. Ma pan naprawdę wielkie szczęście – mówi z naciskiem. Partnerka tłumaczy. Pacjent patrzy przez okno, zagląda pod łóżko, kieruje wzrok w odległą część pomieszczenia – daje do zrozumienia, że szuka i jakoś nie widzi tego wsparcia, o którym mówi doktor. Dopiero po chwili bierze partnerkę za rękę i wybucha śmiechem.