Koniec 2020

Siedzimy przy śniadaniu. Mój, wyraźnie zafrasowany:

– Jak w tym roku Wigilia była w czwartek, to w przyszłym roku będzie w piątek. Pytanie: kiedy wywiozą śmieci?*

– Ty to już innych zmartwień nie masz, tylko to, w jaki dzień tygodnia wywiozą śmieci w końcu przyszłego roku?

Znajoma podzieliła się ze mną ostatnio uwagą, że jak tak dalej pójdzie z tym dystansowaniem się między ludźmi, to wszyscy zdziwaczejemy…

* Na naszym osiedlu śmieciarka jeździ w piątki o poranku.

Rude futra

Kto by pomyślał, że dwa rude i jedno płowe futro, może wnieść tyle słońca do ciemnogrudniowego domu? Ja pomyślałam. W końcu listopada musieliśmy pożegnać naszego kota. Był z nami wiele lat, niemalże od czasu mojego przyjazdu do Hameryki i teraz jego czas minął. Bardzo to było smutne. Po przyjeździe od weterynarza opróżniliśmy butelkę whiskey i ryczeli siedząc na podłodze w kuchni. Potem przez tydzień udawaliśmy, że funkcjonujemy w tym osieroconym domu.

Jasne było, że znowu będziemy mieć koty, chodziło tylko o to, kiedy. Mój chciał młode i rodzeństwo, żeby było wiadomo, że się znają i między sobą dogadują – nasze poprzednie koty podzieliły sobie przestrzeń i raczej stawiały na niewchodzenie sobie w drogę, niż na przyjazne współprzebywanie. Co prawda gwarancji nie ma nigdy, ale jest rachunek prawdopodobieństwa. Który mówi, że młodzież szybciej się do siebie przyzwyczai niż starsi. Mimo że grudzień to nie sezon na małe kotki, rozpoczęłam wirtualne poszukiwania. Wypełniliśmy formularz i umówili się na wizytę do schroniska (czas zarazy, żeby gdziekolwiek fizycznie pójść, trzeba umawiać się na wizytę). Spotkaliśmy tam Rudego, Polę i Goldiego w wieku odpowiednio 6, 5 i 3 miesięcy. Żadne rodzeństwo, choć wszyscy w kolorach złotawych. W sobotę minął tydzień od kiedy są z nami. Nasze życie znowu nabrało blasku.

Koniec jesieni

Historia przyspieszyła i chyba dalej przyspiesza. Czytając wiadomości, dostaję niemalże choroby lokomocyjnej i wiem, że nie ja jedna. W Hamerykańskich wyborach prezydenckich wygrał kandydat normalny, a frakcji z przedstawicielem niezrównoważonym powoli kończą się pomysły na podważanie ich wyników. Niepokojące jest, że nieco mniej niż połowa głosujących, a mniej-więcej jedna trzecia populacji, oddała swój głos na złodzieja, kręta, rasistę, mizogina, nadętego bufona o nienachalnym intelekcie i dojrzałości psychicznej pięciolatka . Na zagrożenie dla państwa i świata, jednym słowem. No ale jak ludzie głosują, to każdy widzi i to po obu stronach Oceanu.

Wirus znowu w natarciu, w związku z czym po ponad czterech miesiącach jeżdżenia do biura znowu kazali mi pracować z domu. Wiedziałam, że tak będzie (ja wiedziałam, że tak będzie!), ale jak przyszło co do czego, to wcale się nadmiernie nie ucieszyłam – przywykłam już do rozmawiania z kolegami w pracy z odległości kilku metrów i zakładaniu maski gdy tylko wstaję od biurka. Myślę jednak, że bardzo szybko przyzwyczaję się znowu do luksusu niedojeżdżania i obiadów w słonecznej jadalni w towarzystwie Mojego.

W czwartek Dzień Dziękczynienia, święto rodzinne i podróżnicze, w tym roku zaleca się obywatelom pozostanie w domu i nieodwiedzanie rodziny, ale kto się do tego zastosuje, to zobaczymy. Wirus pewnie dostanie dodatkowego wiatru w żagle. My nigdzie nie idziemy i nikogo nie zapraszamy. Będziemy siedzieć w domu i jeść, częściowo już nawet wiadomo, co.

Pogodnego końca listopada i dobrych myśli Państwu życzę.

Pomysłowo

Napisy z nazwiskami kandydatów pojawiają się w hamerykańskich ogródkach i przy drogach przed każdymi wyborami. Teraz jest ich jakby trochę więcej. W mojej okolicy zdaje się przeważać kandydat zrównoważony psychicznie. Jest to pocieszające, a dodatkowo raduje nowa jakość niektórych szyldów. Poza cytowanym już „Anyone but Trump 2020”, widzieliśmy flagę na drzewcu regularnych rozmiarów zatkniętą na domu i głoszącą znaną prawdę: „Trump sucks” (w dowolnym tłumaczeniu: „Do dupy z Trumpem”). Najciekawszy jest jednak szyld zauważony w zeszłym tygodniu – zamiast nazwiska zarys z daleka rozpoznawalnej zaczeski w kolorze lekko pomarańczowym i podpis dużymi literami: „NOPE” („NIE” wymówione w sposób kolokwialny).

Jesienne światło

Upały się skończyły, liście zaczęły przebarwiać. Było już kilka bardzo chłodnych dni. Zamontowali nam wreszcie szklane drzwi przed drzwiami – można przed południem łapać dodatkowe promienie słońca. Dzień jest krótki, światło piękne. Przywiozłam z sadu trzy rodzaje jabłek, dwa gruszek i bardzo słodkie renklody. Chińska sąsiadka upiekła dwa rodzaje ciasteczek na jesienne święto księżyca.

Jeden z sąsiadów ma w ogródku szyld wyborczy: Anybody but Trump 2020. Ktokolwiek, byle nie Trump. Antybohater napisu zdiagnozowany z koronawirusem jest w szpitalu wojskowym. Albo wcale nie jest chory, tylko puszcza kolejnego fejkniusa, żeby odwlec przegraną. Może by tak w mokre prześcieradło i lewatywę, symulanta jednego? Dobry wojak Szwejk przesyła ukłony.

Obrazki na czekoladkach

Dostaliśmy od znajomych czekoladki, na których widniały zdjęcia ukraińskich skarbów architektury. Nigdy na Ukrainie nie byłam, ale bazując na jakiej-takiej znajomości historii i geografii spróbowałam zgadywać, gdzie znajdują się przedstawione budynki. Nie było zaskoczeniem, że operę lwowską umiejscowiłam we właściwym mieście, udało mi się jeszcze z kilkoma innymi zdjęciami, ale w przypadku zamku w Kamieńcu Podolskim jakoś nie przyszło mi do głowy podobieństwo z makietą w ekranizacji Pana Wołodyjowskiego. Kilku przepięknych zabytków w Odessie też nie umiejscowiłam odpowiednio.

Mój, który jeszcze do końca roku, albo i dłużej, pracuje z domu, wystawiony był przez cały dzień na kuszącą tych czekoladek obecność. Dostał pozwolenie zjedzenia tych, które były podwójne, podczas gdy ja byłam w pracy. Co też uczynił. To znaczy uczynił więcej – oglądając je po raz drugi, zauważyłam brak Ławry Peczerskiej. Sam zeżarł Ławrę Peczerską! I jeszcze jedną czekoladkę!

Żeby zapobiec takim transgresjom w przyszłości, świecąc niemalże lampą w oczy, uświadomiłam mu trzy błędy, które popełnił. Po pierwsze, zeżarł nielegalnie dwie pojedyncze czekoladki. Drugim, większym błędem, było wyrzucenie papierków. Bo przecież nie tyle o tę odrobinę czekolady, co o te miniaturowe zdjęcia w całej zabawie chodziło. Trzecim, największym zaś i niewybaczalnym błędem było liczenie, że ja tego nie zauważę!!!

Niedawno temu w Krakowie

Scenka z krakowskiej demonstracji w proteście przeciwko aresztowaniu Margot i zatrzymaniu około 40 osób, które miało miejsce w Warszawie:

– No i stoimy w bocznej uliczce od śmietnika, na Szerokiej kupa ludzi, machają tęczowymi flagami, skandują, bardzo piękna demonstracja. Na drzwiach komisariatu policji kartka, że w dniu dzisiejszym, w związku z COVID-19 komisariat nieczynny. Turystów w Krakowie jest bardzo mało, ale jednak jacyś się zdarzają i oto w naszej bocznej uliczce od śmietnika pojawia się zagraniczna rodzina z dzieckiem niesionym przez tatę na barana. Nieświadomi sytuacji dziejowej, w jaką właśnie wdeptują, dochodzą do Szerokiej, a tam ten kolorowy, głośny tłum, na widok którego górujący nad wszystkimi kilkulatek na ramionach ojca rozpromienia się i z uroczym uśmiechem, machając rączkami głośno woła: – Oooo, LGBT!!!

Przy drodze

Jedziemy bocznymi drogami. Przejechaliśmy już linię Masona Dixona (nie mylić z linią Maginota). Dokoła farmy, pola uprawne i zagajniki. W jednym, niewielkim ogródku, widzimy potężny baner. Z daleka już czytelny jest napis: „Nawracajcie się, Mesjasz przyjdzie wkrótce!”

Mój, który przez jedenaście lat swojego życia był ministrantem (nawet do Rzymu ze dwa razy pojechał): – Religia to jednak szkodliwa jest.

Kurtyna.

Dwa tygodnie w pięć miesięcy

Mój kolega z pracy pochodzi z Indii, podobnie, jak jego żona. Mają kilkuletniego synka, urodzonego już w Hameryce. W początku marca, gdy tutaj jeszcze nie było wiadomo, jakich rozmiarów zaraza ogarnia świat, żona z synkiem pojechała na dwa tygodnie odwiedzić dziadków w Indiach. Mój kolega był przeciwny, czując, że coś się święci, ale szwagier, chcąc zrobić rodzicom i siostrze prezent, kupił jej bilet na samolot, więc poleciała. Po dwóch tygodniach było już jasne, że o żadnym powrocie do domu w najbliższym czasie nie ma mowy. Jej dwutygodniowe w zamierzeniu wakacje u rodziny skończyły się dopiero niedawno. Po upływie ponad pięciu miesięcy wreszcie udało jej się przylecieć z powrotem. Mój kolega najpierw odchodził od zmysłów, potem pogodził się z faktem, że powrót do normalności trochę potrwa. Po długich usiłowaniach w końcu się udało. Czego sobie i Państwu życzę.