Historia przyspieszyła i chyba dalej przyspiesza. Czytając wiadomości, dostaję niemalże choroby lokomocyjnej i wiem, że nie ja jedna. W Hamerykańskich wyborach prezydenckich wygrał kandydat normalny, a frakcji z przedstawicielem niezrównoważonym powoli kończą się pomysły na podważanie ich wyników. Niepokojące jest, że nieco mniej niż połowa głosujących, a mniej-więcej jedna trzecia populacji, oddała swój głos na złodzieja, kręta, rasistę, mizogina, nadętego bufona o nienachalnym intelekcie i dojrzałości psychicznej pięciolatka . Na zagrożenie dla państwa i świata, jednym słowem. No ale jak ludzie głosują, to każdy widzi i to po obu stronach Oceanu.
Wirus znowu w natarciu, w związku z czym po ponad czterech miesiącach jeżdżenia do biura znowu kazali mi pracować z domu. Wiedziałam, że tak będzie (ja wiedziałam, że tak będzie!), ale jak przyszło co do czego, to wcale się nadmiernie nie ucieszyłam – przywykłam już do rozmawiania z kolegami w pracy z odległości kilku metrów i zakładaniu maski gdy tylko wstaję od biurka. Myślę jednak, że bardzo szybko przyzwyczaję się znowu do luksusu niedojeżdżania i obiadów w słonecznej jadalni w towarzystwie Mojego.
W czwartek Dzień Dziękczynienia, święto rodzinne i podróżnicze, w tym roku zaleca się obywatelom pozostanie w domu i nieodwiedzanie rodziny, ale kto się do tego zastosuje, to zobaczymy. Wirus pewnie dostanie dodatkowego wiatru w żagle. My nigdzie nie idziemy i nikogo nie zapraszamy. Będziemy siedzieć w domu i jeść, częściowo już nawet wiadomo, co.
Pogodnego końca listopada i dobrych myśli Państwu życzę.