Teatrzyk Wierny Kot ma zaszczyt przedstawić: Jakby co

Udział biorą:

Miłośnik Kotów (lat siedem)
Babcia (która po niedawnym uśpieniu swego ostatniego kota nie chce brać nowego, bo to zbyt smutne, gdy trzeba je pożegnać)
Giuseppe i Pandora – koty mieszkające z Miłośnikiem

Miłośnik Kotów, z nadzieją:
– Babciu, ja wiem, że już nie chcesz mieć kotów, ale jak ja bym umarł i mama umarła, i tata też, to ty byś się jednak zaopiekowała Giuseppe i Pandorą?

Babcia, wzruszona, powstrzymując łzę:
– Tak, oczywiście, że bym się nimi zaopiekowała. (Po chwili raźniej:) Ale wiesz, nie będzie takiej potrzeby.

Miłośnik Kotów, rzeczowo:
– No tak, ty jesteś od nas starsza i to ty pierwsza umrzesz!

Kurtyna

Zaproszenie do przyzwoitości

Ulga. Wzruszenie. Zaprzysiężono 46 prezydenta Stanów Zjednoczonych i wiceprezydentkę – pierwszą w historii kobietę na tym stanowisku, w dodatku nie-białą. Nie mówcie mi, że czasy się nie zmieniają! Zadanie przed nimi ogromne – dać sobie rady z pandemią, niespotykanym w historii podziałem społeczeństwa i katastrofą klimatyczną. Odzyskać twarz na arenie międzynarodowej. Droga – przez zjednoczenie ludzi dobrej woli, bez względu na pochodzenie, status, płeć, kolor skóry, orientację, religię, a także to, czy na nich w tych wyborach głosowali. Przemówienie nowozaprzysiężonego prezydenta było zaproszeniem do przyzwoitości. Przyzwoitości, której tak bardzo, nie tylko Hameryce, ale światu w ogóle, w tej epoce brunatnego kłamstwa, potrzeba.

Czas się zjednoczyć, nie każda różnica zdań musi prowadzić do wojny – usłyszeliśmy dzisiaj.

„światło istnieje, musimy tylko mieć odwagę je dostrzec,
światło istnieje, musimy tylko mieć odwagę nim być”

To moje wolne tłumaczenie ostatnich słów wiersza deklamowanego na dzisiejszej uroczystości przez bardzo młodą poetkę, Amandę Gorman.

Czego tak bardzo sobie i Państwu życzę.

Początek 2021

Tak się kończą idiotyczne zabawy – odzianymi w skóry jakichś skunksów czy innych wiewiórek „wikingami” i innymi nosicielami rasistowskich flag, którzy po władowaniu się do budynku parlamentu przez własnoręcznie rozbite okna, uwodzicielsko wdzięczą się koledze do zdjęcia gołym torsem, albo ładują ciężkie buciory na biurko z papierami.

No i trzeba potem wypychać to tałatajstwo z narażeniem własnego życia i zdrowia, o nerwach populacji śledzącej wiadomości nie wspominając, sprawdzać wszystkie szafy i klozety, czy się tam aby jakiś bohater z giwerą nie zawieruszył, na łeb na szyję doprowadzać sale obrad do porządku, a następnie kończyć obrady nad ranem jak, nie przymierzając, jakiś Kaczyński.

Fejsbunio po namyśle szlachetnie zablokował konto plującego jadem przestępcy ciągle jeszcze na stanowisku prezydenta do końca kadencji tegoż, czyli na dwa tygodnie. Szkoda, że nie pomyśleli o tym razem z Twitterem cztery lata temu. Hydra byłaby mniejsza.

Koniec 2020

Siedzimy przy śniadaniu. Mój, wyraźnie zafrasowany:

– Jak w tym roku Wigilia była w czwartek, to w przyszłym roku będzie w piątek. Pytanie: kiedy wywiozą śmieci?*

– Ty to już innych zmartwień nie masz, tylko to, w jaki dzień tygodnia wywiozą śmieci w końcu przyszłego roku?

Znajoma podzieliła się ze mną ostatnio uwagą, że jak tak dalej pójdzie z tym dystansowaniem się między ludźmi, to wszyscy zdziwaczejemy…

* Na naszym osiedlu śmieciarka jeździ w piątki o poranku.

Rude futra

Kto by pomyślał, że dwa rude i jedno płowe futro, może wnieść tyle słońca do ciemnogrudniowego domu? Ja pomyślałam. W końcu listopada musieliśmy pożegnać naszego kota. Był z nami wiele lat, niemalże od czasu mojego przyjazdu do Hameryki i teraz jego czas minął. Bardzo to było smutne. Po przyjeździe od weterynarza opróżniliśmy butelkę whiskey i ryczeli siedząc na podłodze w kuchni. Potem przez tydzień udawaliśmy, że funkcjonujemy w tym osieroconym domu.

Jasne było, że znowu będziemy mieć koty, chodziło tylko o to, kiedy. Mój chciał młode i rodzeństwo, żeby było wiadomo, że się znają i między sobą dogadują – nasze poprzednie koty podzieliły sobie przestrzeń i raczej stawiały na niewchodzenie sobie w drogę, niż na przyjazne współprzebywanie. Co prawda gwarancji nie ma nigdy, ale jest rachunek prawdopodobieństwa. Który mówi, że młodzież szybciej się do siebie przyzwyczai niż starsi. Mimo że grudzień to nie sezon na małe kotki, rozpoczęłam wirtualne poszukiwania. Wypełniliśmy formularz i umówili się na wizytę do schroniska (czas zarazy, żeby gdziekolwiek fizycznie pójść, trzeba umawiać się na wizytę). Spotkaliśmy tam Rudego, Polę i Goldiego w wieku odpowiednio 6, 5 i 3 miesięcy. Żadne rodzeństwo, choć wszyscy w kolorach złotawych. W sobotę minął tydzień od kiedy są z nami. Nasze życie znowu nabrało blasku.

Koniec jesieni

Historia przyspieszyła i chyba dalej przyspiesza. Czytając wiadomości, dostaję niemalże choroby lokomocyjnej i wiem, że nie ja jedna. W Hamerykańskich wyborach prezydenckich wygrał kandydat normalny, a frakcji z przedstawicielem niezrównoważonym powoli kończą się pomysły na podważanie ich wyników. Niepokojące jest, że nieco mniej niż połowa głosujących, a mniej-więcej jedna trzecia populacji, oddała swój głos na złodzieja, kręta, rasistę, mizogina, nadętego bufona o nienachalnym intelekcie i dojrzałości psychicznej pięciolatka . Na zagrożenie dla państwa i świata, jednym słowem. No ale jak ludzie głosują, to każdy widzi i to po obu stronach Oceanu.

Wirus znowu w natarciu, w związku z czym po ponad czterech miesiącach jeżdżenia do biura znowu kazali mi pracować z domu. Wiedziałam, że tak będzie (ja wiedziałam, że tak będzie!), ale jak przyszło co do czego, to wcale się nadmiernie nie ucieszyłam – przywykłam już do rozmawiania z kolegami w pracy z odległości kilku metrów i zakładaniu maski gdy tylko wstaję od biurka. Myślę jednak, że bardzo szybko przyzwyczaję się znowu do luksusu niedojeżdżania i obiadów w słonecznej jadalni w towarzystwie Mojego.

W czwartek Dzień Dziękczynienia, święto rodzinne i podróżnicze, w tym roku zaleca się obywatelom pozostanie w domu i nieodwiedzanie rodziny, ale kto się do tego zastosuje, to zobaczymy. Wirus pewnie dostanie dodatkowego wiatru w żagle. My nigdzie nie idziemy i nikogo nie zapraszamy. Będziemy siedzieć w domu i jeść, częściowo już nawet wiadomo, co.

Pogodnego końca listopada i dobrych myśli Państwu życzę.

Pomysłowo

Napisy z nazwiskami kandydatów pojawiają się w hamerykańskich ogródkach i przy drogach przed każdymi wyborami. Teraz jest ich jakby trochę więcej. W mojej okolicy zdaje się przeważać kandydat zrównoważony psychicznie. Jest to pocieszające, a dodatkowo raduje nowa jakość niektórych szyldów. Poza cytowanym już „Anyone but Trump 2020”, widzieliśmy flagę na drzewcu regularnych rozmiarów zatkniętą na domu i głoszącą znaną prawdę: „Trump sucks” (w dowolnym tłumaczeniu: „Do dupy z Trumpem”). Najciekawszy jest jednak szyld zauważony w zeszłym tygodniu – zamiast nazwiska zarys z daleka rozpoznawalnej zaczeski w kolorze lekko pomarańczowym i podpis dużymi literami: „NOPE” („NIE” wymówione w sposób kolokwialny).

Jesienne światło

Upały się skończyły, liście zaczęły przebarwiać. Było już kilka bardzo chłodnych dni. Zamontowali nam wreszcie szklane drzwi przed drzwiami – można przed południem łapać dodatkowe promienie słońca. Dzień jest krótki, światło piękne. Przywiozłam z sadu trzy rodzaje jabłek, dwa gruszek i bardzo słodkie renklody. Chińska sąsiadka upiekła dwa rodzaje ciasteczek na jesienne święto księżyca.

Jeden z sąsiadów ma w ogródku szyld wyborczy: Anybody but Trump 2020. Ktokolwiek, byle nie Trump. Antybohater napisu zdiagnozowany z koronawirusem jest w szpitalu wojskowym. Albo wcale nie jest chory, tylko puszcza kolejnego fejkniusa, żeby odwlec przegraną. Może by tak w mokre prześcieradło i lewatywę, symulanta jednego? Dobry wojak Szwejk przesyła ukłony.

Obrazki na czekoladkach

Dostaliśmy od znajomych czekoladki, na których widniały zdjęcia ukraińskich skarbów architektury. Nigdy na Ukrainie nie byłam, ale bazując na jakiej-takiej znajomości historii i geografii spróbowałam zgadywać, gdzie znajdują się przedstawione budynki. Nie było zaskoczeniem, że operę lwowską umiejscowiłam we właściwym mieście, udało mi się jeszcze z kilkoma innymi zdjęciami, ale w przypadku zamku w Kamieńcu Podolskim jakoś nie przyszło mi do głowy podobieństwo z makietą w ekranizacji Pana Wołodyjowskiego. Kilku przepięknych zabytków w Odessie też nie umiejscowiłam odpowiednio.

Mój, który jeszcze do końca roku, albo i dłużej, pracuje z domu, wystawiony był przez cały dzień na kuszącą tych czekoladek obecność. Dostał pozwolenie zjedzenia tych, które były podwójne, podczas gdy ja byłam w pracy. Co też uczynił. To znaczy uczynił więcej – oglądając je po raz drugi, zauważyłam brak Ławry Peczerskiej. Sam zeżarł Ławrę Peczerską! I jeszcze jedną czekoladkę!

Żeby zapobiec takim transgresjom w przyszłości, świecąc niemalże lampą w oczy, uświadomiłam mu trzy błędy, które popełnił. Po pierwsze, zeżarł nielegalnie dwie pojedyncze czekoladki. Drugim, większym błędem, było wyrzucenie papierków. Bo przecież nie tyle o tę odrobinę czekolady, co o te miniaturowe zdjęcia w całej zabawie chodziło. Trzecim, największym zaś i niewybaczalnym błędem było liczenie, że ja tego nie zauważę!!!